Translate

sobota, 16 kwietnia 2016

Rozdział 2

Wróciłam do domu , na razie mam za sobą choć jedną sprawę , lecz i tak w mojej głowie rodzą się nowe pytania "Może powinnam przyjąć  tą pomoc ?? Nie mały nie może poznać tego potwora nie "

Tydzień później

Chodzę do liceum ,mam przy sobie dziecko , na wszelki wypadek uświadomiłam że tylko ja mam prawo odbierać dziecko i bez mojego telefonu że przyjdzie kto inny nie mają prawa oddać dziecka w ręce ikogoś innego .
Nie miałam wieści od Alana i byłam szczęśliwa , bycie matką jest cudowne to jest dla mnie nowość całkiem inne życie , całkiem coś nowego i cudownego .

Wracałam właśnie z domu z małym Leonkiem który się uśmiechał tymi niebieskimi oczkami w których widać było iskierki. Zaszliśmy do kawiarenki , kelnerka podeszła do nas i z zaciekawieniem spojrzała na małego
-Jest do pani podobny ma pani oczy , ale nos  zdecydowanie ojca , to ten pan który był przed tygodniem razem z panią ?
-Tak ... - odpowiedziałam z lekkim poirytowaniem bo przypominała mi się tamta noc , tamta okropna noc ,
-W porządku ???
-Tak , tak  przyniesie mi pani sok pomarańczowy , i szarlotkę ?
-Oczywiście .
Spojrzałam na małego i powiedziałam :
-Skarbie , mój kochany nie pozwolę cię skrzywdzić .
Pochyliłam się nad dzieckiem a łza mi spłynęła po policzku .
Posiedziałam jeszcze godzinę w kawiarence a potem wróciłam do domu .

Następnego dnia dostałam telefon za szpitala powiedziano mi że mama jest w szpitalu i zostało jej niewiele czasu.
Dojechałam do szpitala , była tam już Lucy dałam jej małego bo nie mogłam go zabrać do sali gdzie leżała mama , blada i okropnie zmęczona .
-Mamo !!!
-Kochanie ... moja dzielna córeczka , gdzie .. Leoś .. ??
-Na korytarzu z Lu.
-Kochanie.. Jestem.. z ciebie dumna . Nie pozwól sobie cierpieć musisz być lepszą matką ode mnie .
-Mamo jesteś najlepsza , zawsze byłaś ws..parciem dla mnie .
-Nie.. do..pilnowałam żebyś ..
-Mamo proszę cię , nie obwiniaj się . proszę .
-Kochanie , pamiętaj zawszę będę przy tobie ... P... -wtedy mama zamknęła oczy , a maszyna do której była podpięta zaczęła piszczeć ..Lekarz przybiegł i wyprosił mnie z sali , reanimacja trwała 1.5 godziny ale mama odeszła , łzy zaczynały mi po kolei lecieć z powiek .. Byłam w rozsypce .
Lekarze wydali mnie jej rzeczy jakie mieli , a ja wzięłam torebkę i usiadłam a obok mnie Lucy :
-Kochana , bardzo mi przykro .
-Wiem Lucy ale wiesz nie powinnam jej na tak długo zostawiać .
-Nie obwiniaj się .
Ja oglądałam co było w torbie i natrafiłam na zdjęcia mama zawsze je nosiła w portfelu , było tam zdjęcie moje i Leonka oraz moje i mamy z naszej wycieczki do gór .
Wzięłam Leonka i pojechałam z Lucy do domu rodzinnego .

Dzień pogrzebu był dniem okropnym pojawili się moi byli nauczyciele z gimnazjum oraz koledzy i koleżanki , wszyscy się zdziwili gdy zobaczyli mnie na rękach z dzieckiem , nie podeszli w czasie gdy ją zakopywano , dopiero gdy wyszłam przed kościół po wózek do samochodu podeszła do mnie Mery , koleżanka która pomagała mi z materiałem z biologii .
-Twoje ??
-Tak , Leon ma na imię .
-Słodziak , ile ma .
-Miesiąc .
-Nie wiedziałam że byłaś w ciąży .
-Tak naprawdę nikt z tond nie wiedział .
-Gdzie teraz mieszkasz ? Bo nie tu .
-Mieszkam w Nowym Yorku , a przyjechałam tu przed śmiercią mamy .
-Przykro mi naprawdę . A mogę jeszcze o coś zapytać ?
-Pytaj .
-Ojcem , kto jest ??
-Ojciec nie istnieje .

Odeszłam dziewczyna zdziwiona zniknęła , miałam dość kondolencji , moja cała rodzina która przybyła na pogrzeb była zaskoczona że mam dziecko .Ze strony ojca pojawiła się tylko ciocia Aniela . A ze strony mamy byli wszyscy .
Wróciłam do domu Lucy pytała się czy ma zostać ale powiedziałam jej że nie potrzeba .

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz